Chciał pozostawić po sobie
„Chciał pozostawić po sobie — ot tak, nieobowiązujące a sympatyczne wrażenie. Na dziś było dość. Minął krzaczki, wszedł po schodkach bez poręczy na chodnik znajdujący się nad „Sportową" i przeszedł na drugą stronę ulicy. Uliczne latarnie już się zapalały i koło kasy lunaparku wystawał ogonek. Koszule bez krawatów, źle wygolone twarze. Gieńki i Zośki wystrojone po świątecznemu, bardzo upudrowane, z niezgrabnie poplamionymi różem policzkami, we wzorzystych sukienkach i w białych pantofelkach na skrzywionych obcasach. — Hii!... ul... — ktoś wrzeszczał już przenikliwie z Wesołego Miasteczka. Ale trzeba przyznać — lunapark miał dużo, dużo swoistego uroku. Zwłaszcza gdy się całkiem ściemniło.
Et, pomyślał mimo to Wachicki, pogrążając się w ciemną aleję przykrytą — niczym zielonym dachem — listowiem stykających się gałęzi. Ochłodziło się i wiaterek w tym listowiu szeleścił. Na ławeczkach w uściskach siedziały parki. Dobrnął do drewnianej, zieloną farbą pomalowanej restauracji na świeżym powietrzu — trzeciorzędnej knajpki. Posiadała w istocie podłużną werandę porosłą winem. Naraz nad drzewami w oddali zapłonęły setki żarówek, oświetlając .wysokie żelazne rusztowanie i zaznaczając na tle mrocznego nieba olbrzymią spiralę, coś w rodzaju iluminowanego korkociągu. Była to kolejka powietrzna. Łódeczki zrazu dzielnie wspinały się do góry, potem rozlegały się piski i oto po krętych, zawiłych szynach, nabierając pędu, łódeczki zlatywały w dół, by wylądować z pluskiem na czarnej tafli sztucznego jeziorka. Światła paliły się u wejścia do płóciennego cyrkowego bałaganu z napisem Światowej sławy fakir Rombolini.“(2)
<<<< Wkrótce doszedłem do pełnej
| -Dzień dobry - przywitał >>>>